7 kłamstw, w które wierzą inwestorzy

Inwestowanie jest dzisiaj dostępne dla każdego, jednak nie każdy może zostać dobrym traderem. Z pewnością nie zostanie nim ten, kto w porę nie dozna otrzeźwienia i będzie wciąż głęboko przekonany o prawdziwości niżej wymienionych sformułowań.

man-286446_640

W dzisiejszym wpisie znajdziesz opis 7 kłamstw, w które wierzą (nieskuteczni i/lub początkujący) inwestorzy. Mam nadzieję, że po jego lekturze i analizie własnych poczynań na zawsze przestaniesz być wyznawcą któryś z tych przekonań.

 

Kłamstwo nr 1: Jestem boski, pokonałem rynek!

Pych, chciwość oraz nieumiarkowanie to trzy największe grzechy inwestorów. Chciwość przyczynia się do zarabiania coraz większych pieniędzy, a ich ilość jest wprost proporcjonalna do poczucia bycia nieśmiertelnym, najlepszym, słowem: do myślenia o sobie niemal jak o bóstwie.

 

Pokonanie rynku – czyli osiąganie stopy zwrotu z inwestycji na wyższy poziomie od stopy rynkowej – powinno być – jak najbardziej – powodem do dumy. Jednak tego rodzaju zagrania należy traktować jako wyjątki, coś, co nie zdarza się za często. Jednak jest wielu inwestorów, którzy za wszelką cenę chcą pokonać rynek w każdej z przyjętych przez siebie pozycji inwestycyjnych.

W momencie, w którym ich wyniki inwestycyjne odbiegają wartościami od rynkowych indeksów, bardzo szybko dążą oni do zmiany horyzontu czasowego inwestycji, uznając np. że 3-letnii okres dużo wiarygodniej odzwierciedla ogólną efektywność danej inwestycji. Dodatkowym skutkiem do dążenia za wszelką cenę do pokonania rynku jest bardzo często inwestowania w bardzo ryzykowne papiery wartościowe, a chyba nie muszę nikomu mówić, jak takie inwestycje zazwyczaj się kończą, prawda?

 

Kłamstwo nr 2: Już kiedyś ta pozycja przyniosła mi zysk, dzisiaj też przyniesie

I w tym przypadku za taki stan myślenia w duże mierze odpowiada zbyt wielka pycha inwestorów. W długim horyzoncie czasowym indeksy giełdowe będą zyskiwały na wartości, co jest bezpośrednim skutkiem rozwoju gospodarczego. Wystarczy wspomnieć, że od roku 2009 wartość amerykańskiej giełdy potroiła się.

Wielu inwestorów jednak zapominam o tym, że po nawet najdłuższej hossie przychodzi okres bessy. Spora grupa z nich, która ma na celu maksymalizację zysków za wszelką cenę, wraz ze wzrostem wartości portfela inwestycyjnego będzie cierpiała na przerost ego. Nabiorą oni niezdrowej pewności siebie, co w konsekwencji będzie prowadziło do podejmowania wcale nie racjonalnych decyzji, które dla zewnętrznego obserwatora będą się składały na system gry, który tak często możemy obserwować w kasynach.

 

Klienci kasyn już po pierwszych wygranych, często świętując zwycięstwa z kieliszkiem z alkoholem na bieżąco, zaczynają się czuć coraz pewniej i pewniej, grając o coraz wyższą stawkę, biorą na barki coraz większe ryzyko. Chociaż zdarzają się podczas takiej wizyty w kasynie okresy, w których faktycznie wygrywają systematycznie, to w pewnym momencie zawsze zaczyna się fala przegranych.

W inwestowaniu, jak i w życiu, są lepsze i gorsze okresy. Jak to zwykło się mówić, hossa jest okresem, w którym należy zbierać kapitał na przetrwanie bessy, bo ta – wcześniej czy później zawsze nadejdzie. Ostatnie hossy są nad wyraz długie, jeśli weźmiemy pod uwagę dane historyczne, co może prowadzić do przyjęcia za pewnik, że będą one trwały wiecznie. Otóż nie, nie będą, kiedyś się skończą i jest wysoce prawdopodobne, że będą trwały dłużej niż poprzedzające je hossy. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się czytać rynek i grać pod niego, a nie stosować stare strategie, bo te mogły się sprawdzić podczas hossy, ale podczas bessy będą prowadzić do osiąganie sromotnych porażek inwestycyjnych.

Wielu inwestorów zdaje się być zaskoczonym tym, że bessa się pojawiła, niestety.

Zapamiętaj raz na zawsze: to, że coś kiedyś zadziałało, nie oznacza, że zadziała także dzisiaj. Panta rhei – wszystko płynie – dotyczy także rynków inwestycyjnych.

 

Kłamstwo nr 3: To nie moja wina, to ICH wina!

Nie jest istotne, kto się kryje pod słowem oni. Mogą to być inni traderzy, narodowe banki albo normalne banki, ale równie dobrze mogą to być kosmici. Wiele osób – nie tylko inwestorów- winę za swoje niepowodzenia zrzuca na bliżej nieokreśloną grupę osób. Ich cel jest jednak prosty: zrzucić ciężar porażki z samych siebie.

Zapewne dobrze znane jest Ci powiedzenie o tym, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą.

Cóż, za moment przełomowy w życiu każdego inwestora należy uznać moment, w którym zaczyna on brać pełną odpowiedzialność za swoje sukcesy oraz porażki na własne barki. W przypadku inwestowania nawet ci, którzy na co dzień są uważani za bardzo odpowiedzialnych ludzi, zaczynają szukać winy w warunkach zewnętrznych, w innych podmiotach.

Jest to dość zrozumiały mechanizm psychologiczny, jednak rodzi on mocno destruktywne konsekwencje. Każda strata to strata naszych pieniędzy, a zarabianie ich podczas inwestowania przez wielu psychologów jest porównywane do stanu, który osiągają narkomani po kokainie. Dodając dwa do dwóch, dostajemy błędne koło uzależnienia prowadzącego do coraz większych strat.

Wszyscy jednak wiemy, że nie tędy przebiega droga do sukcesu. Dlatego za każdym razem, kiedy zaczniesz o porażkę obwiniać innych, zastanów się, czy ten zarzut ma faktycznie odzwierciedlenie w rzeczywistości. W 90% przypadków wina leży po Twojej stronie, tylko Twojej stronie.

 

Kłamstwo nr 4: Mój portfel jest tak dobrze skonstruowany, że jest wartość już zawsze będzie rosła

Cel jest jak najbardziej słuszny – to pomnażanie kapitału jest całym sensem dobrego inwestowania. Jednak należy zwrócić szczególną uwagę na jedną kwestię: ile z tej wartości dodanej pochodzi z rynku, a ile dopłacił do puli sam inwestor.

 

To bardzo powszechne kłamstwo, w które wierzą szczególnie początkujący inwestorzy. Nie jest ono wynikiem błędnych przeświadczeń, nieuwagi czy zbyt małej wiedzy o inwestowaniu, ale jest następstwem prostego psychologicznego mechanizmu polegającego na samooszukiwaniu się. Ciągłe dokładnie do puli kapitału inwestycyjnego, kosztem oszczędności na czarną godzinę, i owszem sprawia, że pula ta jest coraz większa i większa. Jednak jest też prostą drogą do bankructwa.

Początkujący traderzy zdają się zapominać o podstawowej zasadzie: inwestuj tylko te środki, które możesz stracić, wówczas Twój świat się nie zawali.

 

Kłamstwo nr 5: To tylko papierowa, a nie rzeczywista strata pieniędzy

Kupując akcję po cenie 10 złotych za jednostkę, której wartość po tygodniu będzie wynosiła tylko 7 złotych, jest stratą w – wydawałoby się – najczystszej postaci. Co ciekawe, wielu inwestorów nie patrzy na taka sytuację w tych kategoriach. Gro z nich trzyma się przekonania, że dopóki danych akcji nie sprzeda, dopóty te straty są czysto papierowe.

Żeby było ciekawiej, ci sami ludzie w odwrotnej sytuacji (wartość akcji po tygodniu rośnie) rozpowiadają na prawo i lewo o tym, jakie to wielkie zyski osiągają na tym całym inwestowaniu.

 

W czym tkwi problem? Jeżeli inwestor jest zawrze w swojej strategii inwestycji punktów stop loss – czyli momentów, w których bez względu na wszystko przedaje pozbywa się danych akcji – szybko może się okazać, że posiada on w swoim port folio inwestycyjnym akcji spółki, która jest po prostu wydmuszką, a jej akcje one nic nie warte.

W momencie, gdy taka sytuacja dotyczy rynku, w którym poziomem największych strat jest zero, nic się wielkiego nie stanie. Jednak wyobraźmy sobie, jakie są skutki takiego postępowania w przypadku rynków, w których powszechne są dźwignie finansowe – lewary.

 

Kłamstwo nr 6: Kupiłem to tylko po to, żeby bardziej zdywersyfikować swój portfel inwestycyjny

Jeżeli dana pozycja nie przynosi takich zysków, jakie planował z niej osiągać dany trader, bardzo często dokonuje on jej przeklasyfikowania. Dla przykładu, złoto było przez inwestorów bardzo często kupowane w roku w 2011. Jednak w momencie, w którym złoto zaczęło szybko tracić na wartości, większość inwestorów przeniosło tę inwestycję z kategorii łatwy i szybko zysk do kategorii może się przydać w okresie kryzysu na rynku walutowym. Jeśli przyjąłeś daną pozycję inwestycyjną, żeby osiągnąć jakiś cel, to nie oszukuj samego siebie w momencie, w którym już wiesz, że go nie osiągniesz, że było zupełnie inaczej.
Kłamstwo nr 7: Sprzedam na samym szczycie / Kupię w dołku

 

Te myśli są przyjemne jednak nie mają nic wspólnego z rzetelnym analizowanie sytuacji na rynku. Powiedzmy sobie wprost: problem z inwestowaniem na każdym rynku jest taki sam – nie może podglądać prawej strony wykresów. Widzimy tylko dane historyczne i na ich podstawie możemy przewidywać, co się będzie działo w przyszłości. Jednak każda prognoza jest obarczona błędem – nie sposób w 100% przewidzieć tego, jakie będą poziomu danych wartości inwestycyjnych. Słowem: nigdy nie będziesz miał pewności, że ten aktualny moment to jest sam szczyt albo największy dołek. Takie wnioski mogą płynąć tylko i wyłącznie z danych historycznych.

 

Uff… dużo tego, prawda? W ile z tych przekonań wierzyłeś – z większym lub mniejszym przekonaniem? Mam nadzieję, że teraz już doskonale wiesz, że są one kłamstwami, które inwestorów prowadzą tylko i wyłącznie do strat w długiej perspektywie. Pamiętam, by inwestowanie opierać na rzeczywistych danych, a nie własnych przekonaniach – które więcej mają wspólnego z psychologii, niż ze statystyczną analizą danych historycznych w oparciu o narzędzia analizy technicznej czy też fundamentalnej.

Dodaj odpowiedź